Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
207 postów 1940 komentarzy

att

Andrzej Tokarski - się zobaczy

Na tropie karakala

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

gawęda myśliwska

 

      Doświadczeni myśliwi znają tę sztuczkę drapieżnych kotów. Takie zwierzę, jeśli zorientuje się, że jest tropione, zaczyna, korzystając przy tym z przewagi prędkości – zataczać szeroki, przechodzący w pętlę, łuk,. Finał tej operacji bywa taki, że myśliwy, wypatrujący swej zdobyczy przed sobą - a przekonany o swej przewadze nad drapieżnikiem – nie dostrzega nadciągającej z tyłu puchatej bezszelestnej – śmierci.

Takim śmiertelnym złudzeniom ulegają niekiedy również obserwatorzy gier i przedstawień służb przeróżnych – wystawianych gawiedzi w telewizorach i innych mediach – a mających jedynie niewielki rys wspólny z rzeczywistością. Raczej jest tak, że to przedstawienie ma UKRYĆ istotę rzeczy. Oczywiście pod pozorem jej odkrywania.

 

Jak to się ma do karakali, czy raczej Caracali? Już wyjaśniam.

 

Sprawa Caracali, moim zdaniem ma kilka odsłon. Pierwsza, to czysta satysfakcja, do tego uczciwie zasłużona. Nasze relacje z bratnią Francją są od lat niezmiennie przykro upokarzające. Upokarzające jest również to, że nadal jesteśmy zmuszeni traktować tych bezczelnych arogantów jak sojuszników i starszych braci – choć w najmniejszym stopniu na to nie zasługują. Więc to, co się wydarzyło jest jak uprzejma rozmowa z chamowatym łobuzem, który nas wielokrotnie poniżał i nadal zamierza to czynić.

Rozmowa, podczas której – nie przerywając wyszukanej konwersacji – rozpinamy (swoje) spodnie i - lejemy. Celujemy wysoko, by uniknąć posądzenia o obsikiwanie nogawek – resztę zostawiamy grawitacji, licząc że zacznie chlupać draniowi w butach. Następnie, po starannym wytarciu rąk w marynarkę żabojada, prosimy kelnera o filiżankę tłustego rosołu – którą wylewamy na głowę kogutka – ważna jest przy tym niespieszna elegancja ruchu. Po czym żegnamy się grzecznie – i odchodzimy. To bardzo przyjemne, choć niekoniecznie dyplomatyczne.

 

      Oddawanie się ludycznym przyjemnościom nie powinno nam jednak przesłonić innego aspektu tej sprawy. Otóż, rezygnacja z tego zakupu powoduję, że w świecie w którym wszyscy poza Polakami wietrzą nadchodzącą – o nieznanej skali – wojnę, zostajemy z niczym. Perspektywa zakupu dwu w tym roku i ośmiu w przyszłym maszyn amerykańskich nie jest budująca. Nic nie wiemy o ich uzbrojeniu, wyposażeniu, zdolnościach obronnych, wreszcie cenie. Nie wiemy też, o czym się nie mówi, czy owe maszyny realnie będą, czy też „dołożymy wszelkich starań”. Jedynym mydłem do zamydlenia oczu - choć niewykluczone, że raczej dla zapewnienia poslizgu -  jest informacją, że są to helikoptery produkowane w Polsce.

 

Dalej już zaczyna się dezinformacja i gra służb. Nic nie wiemy o szczegółach negocjacji z Francuzami, kto tak naprawdę nie dotrzymał zobowiązań i umów. Jak to było z tym offsetem. Czy Francuzi z nami pogrywali i słusznie ich olaliśmy, dodają rosołek i widelec w zadek – czy wręcz przeciwnie: czy to strona polska usilnie szukała pretekstu do zerwania umowy. Bo były naciski. Czyje to mogły być naciski? Jeżeli były.

 

      Dziennikarz śledczy Gazety Wyborczej Tomasz Piątek ujawnił ostatnio informacje o zadziwiających kontaktach Antoniego Macierewicza. Kontaktach z amerykańskim senatorem (może eks) Alfonsem D'Amato, o wspólnie prowadzonej przez obu firmie o nazwie Fresh of Poland (nie dam głowy za pisownię nazwy). Obaj byli w tej firmie współprezesami, choć Macierewicz podobno - przez pomyłkę,,,,Rzeczony eks senator jest znanym lobbystą i współpracownikiem firmy Lokhed-Martin, właścicielem mieleckiej firmy budującej śmigłowce. Czy ma to jakiś związek z zerwaniem kontraktu z Francją? Jaki? Trudno uwierzyć,że nie ma.

 

Iście idiotycznym paradoksem tej sytuacji, świadczącym o poziomie mediów i polityków w kraju w którym przyszło nam żyć, jest to, że

  1. o sprawie dowiadujemy się od dziennikarza Gazety Wyborczej, znanej z rzetelności inaczej – i z programu Elizy Michalik w Superstacji.

  2. NIKT ze strony rządowej, prawicowej, niepodległościowej, patriotycznej nawet nie pierdnął o tej sprawie, żaden niepokorny dziennikarz nawet się nie zająknął. Żaden polityk, żaden prezes, prezydent, premier.....cisza...................Nikt nie dementuje, nie grozi GW procesem.

 

Jest też ciąg dalszy mylenia tropów i zataczania pętli. Przywołany wyżej lobbysta znany jest ze świetnych kontaktów z firmami ….rosyjskimi. Kupuje między innymi w Rosji od firm powiązanych z Kremlem min silniki rakietowe, płacąc za nie równie absurdalne ceny jak Francuzi życzyli sobie od nas za Caracale – czyli horrendalnie przepłaca. Ktoś powie, że to głupota, ale to nieprawda. Tak się pierze pieniądze. Tak się robi ponadnarodową politykę. Znakomite i wieloletnie kontakty rzeczonego senatora - a więc zapewne i jego kolegi współ-prezesa - z najbardziej znanymi rodzinami gangsterskimi USA to już przy tym zupełny pikuś. Odsyłam do tekstu Piątka, lub wywiadu w Superstacji.

 

      Dalej trop prowadzi do Andrzeja Rozenka, byłego posła. Ujawnił on jakiś już czas temu, że dotarły do niego informacje o grupie polskich komandosów wysłanych w uzbrojeniu po zęby na Ukrainę pod granicę z Rosją. Wyglądało to zupełnie tak, jakby zostali oni tam wysłani dla prowokacji – lub pretekstu dla prowokacji, lub fałszywej prowokacji. O tej informacji mówił też poseł Marek Jakubiak.

Również i ta informacja nie została w żaden sposób skomentowana przez prawą stronę. Nie zajął się nią żaden niepokorny dziennikarz.

 

      Kolejną informację upublicznił Jan Śpiewak znany z działań związanych z tropieniem przeketów reprywatyzacyjnych w Warszawie, wcześniej znany z sprawy domków fińskich i z rodzinnych powiązań z Pawłem i Jakubem Śpiewakami. Wskazał on i umieścił na stronie stowarzyszenia „Miasto jest nasze” („nasze” – to znaczy konkretnie czyje? - chciałoby się zapytać Jana Śpiewaka, ale może innym razem...), że wokół naszego ministra obrony kręci się zadziwiająco dużo ludzi powiązanych z Moskwą: a to pułkownik odpowiedzialny za budowę naszej Obrony Terytorialnej, a to jakiś dyplomata Gambii rezydujący w Moskwie. Też zero reakcji, zero zainteresowania z strony obozu patriotyczno-niepodległościowego. Dlaczego?

 

      Podsumowując: uradowani upokorzeniem Żabojada i złożeniem zamówienia na śmigłowce w polskiej (raczej polskojęzycznej) firmie z Mielca, aniśmy się obejrzeli, jak zostaliśmy bez helikopterów, skłóceni z UE i europejską częścią NATO. Do tego bez odpowiedniego uzbrojenia dla F16 i Leopardów, bez środków obrony powietrznej, ale za to z Obroną Terytorialną złożoną z amatorów, ale za to podległą i zobowiązaną do wykonywania rozkazów ministra obrony z pominięciem struktur Sztabu Generalnego. Kierowaną przez miłośnika ZSRR i Władymira Władymirowicza.

A uzbrojoną zapewne w wiatrówki i ASG – więc równie gotową do boju, jak młodzież Warszawy w 44, jak powstańcy 1830, 1863...

Z identycznym zaplanowanym skutkiem.

 

Czy było to opisane w Smoleńskim Tryptyku? Tak, pół roku temu.

 

Tak się rzeczy mają. Warto pamiętać, że oddech kota, którego śledzimy, poczujemy dopiero wtedy, gdy będzie nam spadał na kark. Do tego momentu będziemy przekonani o przewadze. Potem będzie już bez znaczenia, jaki to był kot. A może niedźwiedź...

KOMENTARZE

  • @
    co ciekawe tematu dziwnych kontaktów i znajomości nie podnosi nikt - nie tylko media i dziennikarze prawej strony - ale i Polsat, TVN. Również politycy - jeżeli cokolwiek mówią, to o wątku amerykańskim. Tego dalszego ciągu rosyjskiego nie dotyka NIKT - a przecież to taki dobry materiał do atakowania partii rządzącej
  • @Nibiru 22:31:38
    wydaje się że zadbano o to, by w razie czego nasze wojsko nie miało realnej siły obronnej: jeżeli myśliwce, to bez rakiet, jeżeli rakiety, to bez kodów, jeżeli czołgi to z przestarzałą amunicją, zamiast doinwestowania wojska, jakiś aberracyjny pomysł z OT. OT jeżeli jest profesjonalnie przygotowana i doposażona, ma sens w Szwajcarii. W naszym przypadku, gdzie jedynym zagrożeniem są Sowiety (nie mylimy z Rosjanami) tak pobieżnie przygotowana OT to jedynie danina krwi.
    Widać za tym głęboką myśl, by stwarzając pozory wzmacniania - osłabiać.
    Śmigłowiec mógłby się nazywać "Black Duck", albo "Night Duck"

    za 5* dziękuję

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930