Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
206 postów 1926 komentarzy

att

Andrzej Tokarski - się zobaczy

Cisza nad Wimbledonem - czy czegoś może nas nauczyć?

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Za chwilę zapadnie cisza nad kortami Wimbledonu

 

 

        Moim zdaniem wielu rzeczy.

Na planie tenisowym: Trzeba mieć nadzieję że wielki sukces naszej juniorki Igi Świątek nie zostanie zaprzepaszczony przez Polski Związek Tenisowy, tak, jak sukcesy juniorskie Aleksandry Olszy Agnieszki Radwańskiej i Urszuli Radwańskiej. O tej pierwszej mało kto pamięta – kariera Pani Aleksandry zaczęła się spektakularnie – w 1995 roku wygrała juniorski Wimbledon, do tego podwójnie, bo i singlu i w deblu (wspólnie z Carą Black, reprezentującą Zimbabwe). Później przez kilka lat występowała w turniejach seniorskich, również wielkoszlemowych - regularnie docierając do do drugiej rundy. I tyle – potem w zasadzie kamień w wodę – znakomicie zapowiadająca się kariera stanęła w miejscu. Trudno nie zadać pytania, JAK PZT mógł do tego dopuścić.

Analogicznie wygląda sytuacja z siostrami Radwańskimi - wszystko to, co osiągnęły, zawdzięczają ojcu – odkąd się usamodzielniły, ich kariera stanęła w miejscu. Szczególnie w wypadku starszej, Agnieszki wprost woła to o pomstę do nieba. Odkąd współpracuje z Tomaszem Wiktorowskim związanym z PZT – nie robi żadnych postępów. Jej konfrontacje z koleżankami, z którymi niegdyś walczyła jak z równymi – są żenujące. Pojedyncze sukcesy, jak ostatnio pokonanie Simony Halep – nie zmienią obrazu upadku. O Urszuli szkoda nawet gadać.

 

Podobnie wygląda zresztą sytuacja w tenisie męskim. Jeżeli są jakieś sukcesy, jak te Łukasza Kubota, czy kilka niezłych meczów Janowicza – to jest to wynik ich ciężkiej pracy, ogromnej pomocy rodziny. Opieki ze strony PZT nie ma albo jest ona niezauważalna. Cokolwiek uzyskają zawdzięczają sobie.

 

A darmozjady z PZT spijają śmietankę – wydaje się że ten związek powinien zostać rozpędzony na cztery wiatry, opiekę powinno przejąć ministerstwo – wyznaczyć cztery osoby i starannie je rozliczać z sukcesów, nie z gadania.

 

Póki co, mamy piękny sukces Igi Świątek – miejmy nadzieję, że opieka rodziny i obecnych szkoleniowców - a także środki finansowe wygrane w Londynie, spowodują to, że utalentowana zawodniczka szybko znajdzie zagranicznego trenera z prawdziwego zdarzenia i z wysokiej półki – i talent oraz praca nie zostaną roztrwonione jak poprzednio. Karierę Agnieszki Radwańskiej uważam za przykład roztrwonionego talentu – żeby była jasność. NIE bez znaczenia jest jej osobisty upór – vide współpraca z Martiną Navratilovą – ale od tego jest Związek by zawodnika odpowiednio prowadzić.

 

Czy wiem , o czym piszę? Przykład: bodaj w 2008 roku zajrzałem na kort Olimpii podczas Porsche Open przed rozpoczęciem gier. Spacerowałem po pustawym obiekcie, na którymś z dalszych kortów zauważyłem trenujących tenisistów. Podszedłem bliżej, bo zwróciło moją uwagę, że jeden z nich gra tak jak ja grałem (a trenerzy mówili mi, że tak się nie powinno grać) – ściślej: uderzał piłki z dużą mocą, ale tak że nie było słychać uderzenia. Bardzo precyzyjnie, starannie, do tego co w tenisie ważne, z należną elegancją w ruchach. Było to robione jakby od niechcenia, samo się grało. Popatrzyłem chwilę, potem wróciłem na kort główny, który powoli zaczynał się zapełniać. Spotkałem swojego trenera, dość znaną postać w świecie tenisowym. Powiedziałem mu: idź, zobacz tamtego chłopaczka na dalszym korcie, to materiał na fantastycznego tenisistę. E, tam – machnął ręką specjalista, to żaden tenisista. Janowicz, to jest tenisista.

Janowicza widziałem tego dnia, jak grał – odtąd zacząłem go nazywać Strzelacz Płotowicz.

 

A ten chłopaczek? To był Aleksandr Dołgopołow, wtedy kompletnie nieznany, dziś fantastyczny gracz, niestety trapiony przez kontuzje. Ma się to oko...?

 

A Janowicz? Ktoś słyszał?

 

 

 

 

Cisza już raz zapadła nad kortami i to w trakcie trwania meczu – kapitalnego półfinału między Nole i Nadalem.

Z tej ciszy moglibyśmy wyciągnąć inne wnioski – o tym jak się zachowują cywilizowani ludzie.

Każdy z nas pewnie nie raz tego doświadczył, czasem w blokach mieszkalnych, na osiedlach. Czasem na osiedlu domków jednorodzinnych. Albo na polu namiotowym. Albo na wsiach. Albo na różnych imprezach masowych, teatralnych, kościelnych, politycznych.

 

Zawsze znajdzie się ktoś, kto uważa, że ma prawo zakłócać spokój prawo do ciszy innych ludzi. Puści głośną muzykę, z reguły kretyńską, telewizor na cały regulator, do nagłośnienia spotkania religijnego uruchamia aparaturę mocy tysięcy Watt, nęka ludzi elektronicznymi dzwonami kościelnymi w dni wolne od pracy – przez całą dobę co kwadrans.

W rozpadającej się beemce włączy tzw muzykę, tzn dudnienie powodujące odpadanie rdzy – i tak jeździ w nocy po osiedlach.

Jak nie będzie miał innych możliwości, to chociaż będzie trzaskał drzwiami.

Czyli zero empatii, zero refleksji, tylko tępe prymitywne chamstwo w czystej postaci. Spróbujesz takiemu zwrócić uwagę, to zachowuje się tak jak ostatnio jeden bloger, który pouczony o konieczności stosownego zachowania, w szczególności zaprzestania bluzgania – zaczął toczyć pianę tak gwałtownie i obficie – że teraz – po wybatożeniu - przebywa, jakby to powiedzieć – w izolacji. Na jakiś miesiąc. Potem się zobaczy.

 

Piszę o tym po to, by zaraz móc powrócić do przywołanego wcześniej półfinału. Mecz fantastyczny, zjawiskowy. Okazja by cieszyć się tenisem powtarzalne jedynie raz do roku, bo raz do roku jest ten turniej. A tu – problem, ciemność zapada, powoli robi się noc. I mecz jest przerywany, zostaje przerwany punktualnie o 23. Dlaczego, skoro są przecież światła, jest dach, można grać.

 

Otóż, proszę Państwa, nie można. Nie można, bo rozpoczyna się noc, cisza nocna. A wkoło mieszkają ludzie, którzy niekoniecznie pasjonują się tenisem. I chcą spać.

 

I to, proszę Państwa, w cywilizowanym społeczeństwie, wystarczy.

Przerywamy najlepszy mecz na wyjątkowym turnieju, zachowujemy się cicho – bo jacyś obcy ludzie obok – chcą spać. Więc my nie chcemy im przeszkadzać. To są rzeczy OCZYWISTE.

 

TAM.

 

 

 

Dziękuję za uwagę

KOMENTARZE

  • @Autor
    Skoro miał Pan taką technikę to dlaczego skończyło się ping-pongiem na Neonie?
  • @Krzysztof J. Wojtas 15:59:05
    z jednego prostego powodu - nie widziałem Pana na kortach - więc nie mogłem tam upajać się Pańską błyskotliwą inteligencją

    a tu? proszę bardzo!
  • Autor
    Zastanawialem sie -co przytrafilo sie Polkom przegladajac pierwsza setke rankingu WTA raptem dwie sierotki a mnostwo tam Rosjanek,Bialorusinek,Czeszek,Slowaczek,skandynawek i innych europejek.
    Blokada moga byc ceny zaporowe do trenningu(wynajecie kortu i sprzet) oraz opieka trenerska.Mieszkalem niedaleko kortow w Sopocie i pamietam jakie byly ceny szkolki tenisowej -oplata na m/c to jedna srednia krajowa.
  • @mac 16:15:38
    właśnie tu jest rola PZT by uczynić tenis sportem przystępnym - a następnie dbać o rozwój utalentowanych graczy.
    Rodzice Janowicza, zanim zaistniał - na krótko - w tenisowym świecie, sprzedali kilka sklepów. To jest oczywista paranoja - osoby niezamożne a utalentowane nie mają żadnych szans.

    Ojciec sióstr Williams był biednym człowiekiem, prowadzał dziewczynki na korty w godzinach gdy były gratisowe, czasami staczał z żulią walki na pięści, by one mogły pograć.

    Ojciec Francisa Tiafoe był stróżem na kortach - ale wszyscy oni, gdy okazali się utalentowani, dostali szansę, zostali otoczeni opieką. Efekty widzimy
    Sam widziałem na kortach młodych graczy grających świetnie, mogliby rywalizować z każdym spośród rówieśników - ale nikt nie dał im szansy

    Gdzieś w tle jest też sprawa Andżeliki Kerber - to przecież Polka z Puszczykowa - ale tak kombinowali, tak lawirowali by na niej przyoszczędzić - że teraz reprezentuje Niemcy
  • @Andrzej Tokarski 16:04:10
    Chciałem. Ale miałem trudne dzieciństwo i młodość. Mnie nie tylko nie uczono, ale wręcz zabraniano.
    Ale w ping-ponga grałem dobrze. Na tenis (chciałem) było za późno.
    Ale znam technikę i doceniam.
  • @Krzysztof J. Wojtas 17:57:39
    ...może Pan uwierzy, może nie - ale nikt mi niczego nie podsunął.

    Byłem w życiu np pomocnikiem palacza, motorniczym, kierowcą i Bóg wie kim jeszcze. Nauczyłem się również nieźle grać w tenisa, w piłkę nożną. W podstawówce grałem w drużynie która zdobyła wicemistrzostwo Wrocławia w Piłce ręcznej. Biegałem w biegach przełajowych, zrobiłem tysiące kilometrów na rowerze. Przepłynąłem wpław niejedno jezioro. Też żeglowałem, ba, nieudolnie wykonanym zwrotem przez rufę utopiłem nawet jedną łódkę (szczęśliwie nurkowie się spisali i wyciągnęli) W pingla też grałem. Aha - i karate - full kontakt, kyokushinkai - mam dyplom od Leszka Drewniaka. No i jeździłem - jak wariat - ścigaczem, motorem...

    To tyle jeżeli chodzi o sport - więc proszę o wybaczenie gdy czasem (pewnie jutro o piłce nożnej) coś napiszę w oparciu o własne doświadczenia.

    Oprócz tego posiadam też inne umiejętności - uzyskałem je raczej mimo nauczycieli, niż dzięki nim - powiedzmy że dzięki ich wzorcom negatywnym łatwiej było mi wybrać właściwy kierunek.

    To duża trudność dochodzić do wszystkiego samemu - ale to ogromna frajda, gdy się już to osiągnie - dzięki sobie, nie dzięki protekcji, czy wpływom rodziny i znajomych. Warto się było pomęczyć - myślę sobie teraz, gdy posypało mi się biodro, muszę się podpierać laską - i wreszcie mam czas by zająć się tym, na co miałem największą ochotę - pisaniem. I nie mam pretekstu by to odłożyć na później, bo mam mecz, albo turniej, albo pojadę gdzieś rowerem, albo...., albo....

    Wszystko może mieć swoją dobrą stronę - trzeba tylko umieć ją zauważyć
  • @Andrzej Tokarski 18:37:28
    Widzę trochę polskiego zdrowego rozsądku.
    Cieszy na tle oszołomstwa.
  • @Krzysztof J. Wojtas 20:08:30
    no to dobrze

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031