Gorące tematy: COVID-NEWS Antypartia Ruch Oporu 2020 Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
415 postów 3151 komentarzy

att

Andrzej Tokarski - się zobaczy

Opowiastka Wigilijna

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

...dawno, dawno temu...

Opowiastka Wigilijna

 

...dawno, dawno temu za górami, za lasami, w dniu dwudziestym czwartym miesiąca grudnia roku onego – szykowaliśmy się do Wigilii. Tzn do wyjazdu na Kolację Wigilijną do teściów, do odległego o jakieś 40km wielkiego miasta. Na Święta byliśmy przygotowani, wszystkie potrzebne i – zwłaszcza - niepotrzebne zakupy zrobione, choinka – będąca kompromisem między tzw tradycją, czyli barbarzyńskim germańskim obyczajem, a słowiańskim szacunkiem do przyrody – czyli żywa, z korzeniami, przeznaczona do późniejszego posadzenia w ogrodzie – udekorowana. Brakowało jedynie chleba, ale ten, kupiony przez teściową, mieliśmy sobie odebrać przy okazji Kolacji.

 

Zajęci ostatnimi przygotowaniami, ani się spostrzegliśmy, gdy cichutko, bezszelestnie z nieba zaczęły spadać takie małe białe kosmate rzeczy – małe, ale w podstępnie dużych ilościach. Później do tych małych kosmatych gości wigilijnych dołączył jeszcze wiatr. I dalej padało - więc wszystko to spowodowało, że gdy już zamierzaliśmy wyruszyć, udało się nam z trudem dojechać do bramy, czyli jakieś 100m. Wyjazd z samej bramy na leśną drogę był pod górkę, a auto przednionapędowe – więc przy bramie nastąpił kres eskapady. Nie mieliśmy wtedy – jak się okazało na szczęście – pojazdu terenowego, tylko dwa japończyki z napędem na przód.

 

Zatem kwestia Wigilii została rozwiązana odgórnie, pozostała kwestia chleba na Święta – który czekał nieosiągalny gdzieś w śnieżnym bezkresie. Po rozpoznaniu telefonicznym udało się ustalić, że w odległej o dwa kilometry wsi Danusia i Miecio Budzyńscy – mają nadmiar chleba i chętnie się podzielą. Pozostawała kwestia dojazdu – a wiało i padało nieustannie.

Pozostała broń ostateczna: w stajni przy domu stał, nieustannie coś żując – koń. Zwany w zależności od wielu czynników albo swojskim Maniusiem, albo Docentem – gdyż przechadzając się niespiesznie, wypychał z lekką ale zauważalną pogardą dla reszty rzeczywistości, dolną wargę – jak docenci z filmów Zanussiego. Maniuś czy Docent, tak, czy owak wyjścia nie było, pozostało skoczyć na koń i zmierzyć się z białą ścianą śniegu i wiatru.

 

Szybko okazało się, że jazda drogą (tzn. tam gdzie kiedyś była droga) nie ma sensu, zaspy były takie, że dwukrotnie koń stracił podłoże i (upadły Docent) upadł – a ja z nim. Gdy gramolił się i wstawał, pilnowałem by trzymać się siodła i dać się wyciągnąć, gdyż inaczej mógłbym się z takiej zaspy nie wygrzebać.

 

Jechaliśmy więc przez pola, wiedząc, że na płaskim terenie raczej zasp nie będzie. Po drodze przecięliśmy drogę wojewódzką, przy której w rowach widać było leżące samochody i stojących obok przerażonych ludzi wyraźnie chcących wołać pomocy, ale zamilkłych z niedowierzaniem i rezygnacją na widok zjawy jeźdźca na koniu wyłaniającej się nie wiadomo skąd – i przywodzącej ma myśl raczej czasy ostateczne i dzień sądu - niż nadciągającą pomoc.

 

Ostatecznie udało się – skoro to piszę – dotrzeć i wrócić z pieczywem – zaliczając po drodze kolejne zaspy i upadki. Odkopani (w sensie: droga dojazdowa) zostaliśmy kilka dni po Świętach, ale śnieg i mróz trzymały do kwietnia.

 

Innego roku pamiętam sytuację, gdy po ciężkich opadach śniegu i dniach oczekiwania, dotarł z pomocą spychacz gąsienicowy. Miałem już auto terenowe, więc wykorzystując okazję pojechałem za spychaczem do cywilizacji, na zakupy i na herbatkę do znajomych. Gdy ją piłem, zobaczyłem przez okno, że z nieba walą te kosmate stworzenia, ale nie były małe – i nie było ich mało. Niewiele myśląc podziękowałem za gościnę, wskoczyłem do Isuzu Troopera i ruszyłem do domu. Miałem dwa kilometry, ale już 200m przed domem w wąwozie na polnej drodze musiałem się zatrzymać, by włączyć napęd na cztery koła. I już nie ruszyłem. Śniegu przybywało w tempie iście powodziowym, w ostatnim racjonalnym odruchu wyskoczyłem z auta w śnieg powyżej kolan i ruszyłem pieszo do domu. Chwilę później nie zdołałbym już wysiąść. Gdy wieczorem przyszedłem ocenić sytuację, auto – wysokie, terenowe na MT-kach - było zasypane powyżej linii szyb. Spychacz gąsienicowy nie dał rady, trzeba było sprowadzić ładowarkę, która brała jedną łychę, podnosiła ją, wycofywała się do tyłu, odkładała śnieg na bok i tak dalej, łyżka za łyżką. Samochód był tak oklejony zmrożonym śniegiem, że kopara, gdy wreszcie dotarła, musiała go unosić za hak, gwałtownie opuszczać, by uderzył o ziemię – żeby śnieg się oderwał…. Takie to były zimy.

 

Opowiastka pozornie Wigilijna, jest w istocie ekologiczna. Od lat mam auta ze stałym napędem na cztery łapy – ale nie muszę ich używać. Od lat śniegu nie ma wcale, albo bardzo mało, mróz uderza na kilka dni zimy, zabijając kilku bezdomnych, poza tym jest powyżej zera.

Zmiany są bardzo wyraźne i odnoszę wrażenie, że postępują coraz szybciej. Podawane wzrosty średnich temperatur są zaniżane, by nie wywoływać przedwcześnie i tak nieuchronnej paniki – w istocie są wyższe. Gdzieś w którymś z tekstów wspomniałem, że w tym roku sezon z otwartym dachem zacząłem 19 lutego. Było tak ciepło, że nie potrzebowałem używać rękawiczek. Jeszcze kilka lat wcześniej sama myśl o takie jeździe mroziłaby umysł.

Po to jest ta opowiastka – by przypomnieć, że jeszcze niedawno było coś takiego, jak prawdziwa zima – i prawdziwy śnieg i mróz.

I jak szybko stało się to wspomnieniem.

 

Również po to, by uświadomić, że - niezależnie od instrumentalnego wykorzystywania zmian klimatycznych i teorii o zgubnym wpływie Co2 – do celów politycznych i społecznej manipulacji – takie zjawisko wzrostu temperatur - istnieje. Mało tego, że istnieje, to najpewniej już dotarło do świadomości rządzących tym światem, że wyprzedziło ich manipulację – i nadal przyspiesza i będzie przyspieszać.

 

I już całkiem na koniec – mam narastające wrażenie, że na reakcję, czy choćby próbę reakcji, mamy – zaskakująco mało, zatrważająco mało czasu.

 

Dziękuję za uwagę

 

 

zainteresownym dociekaniem istoty treści obchodzonego święta polecam tekst z zeszłego roku:

Boże Narodzenie - a tak dokładniej: czyje? - Andrzej Tokarski - NEon24.pl

KOMENTARZE

  • Hi, tez mam troopera od kilku lat.
    Jednak na błoto, śnieg i sypki piach niezastąpiony jest rosyjski "SHERP". Tylko mały drobiazg - 60 000usd.
    https://www.youtube.com/watch?v=WrjjV6nGh0g
    Zmiany klimatu niewątpliwie są bardzo szybkie jednak są one prawdopodobnie konsekwencją zewnętrznych zmian kosmicznych, a nasza ludzka działalność jest tylko niewiele istotną kropelką. Nasze więc działania niewiele pomogą by ten stan zatrzymać. Zresztą to ciągłe cykliczne zmiany- Grenlandia była kiedyś zieloną wyspą, a w Polsce jak głoszą przepowiednie będą rosły cytrusy. Wszystko jest w ruchu. To podstawa życia. Wg. niektórych badaczy przeszłości w latach 2024-25 czeka nas cykliczny kataklizm. Pożyjemy zobaczymy....
  • @zadziwiony 12:00:55
    Proponuję poczytać pamiętnik Chryzostoma Paska. W czasach które on opisuje (lata 1656- 1688) praktycznie nie było zim! Chłopi wychodzili do prac polowych już w styczniu- lutym.
    Z literatury wiemy też, że były okresy "zimne" w czasie których zamarzał Bałtyk, przez który przeprawiano się saniami do Szwecji. Na trasie tej lodowej przeprawy budowano karczmy na lodzie.
    Czyli nic nowego i nie ma się czym przejmować
    O cyklicznych okresach ocieplenia i ochłodzenia uczyli mnie już w szkole podstawowej (za komuny), może dlatego nie daję się nabierać propagandzie o zawinionym przez człowieka ociepleniu klimatu!
    Człowiek nie miał, nie ma i nie będzie miał żadnego wpływu na globalne procesy klimatyczne!
    Ci którzy twierdzą inaczej, to albo złodzieje okradający całe narody metodą "na ocieplenie" albo skończeni durnie którzy do szkoły podstawowej mieli pod górkę!
  • @władek 12:33:33
    odpowiem Szanownemu Panu w jego konwencji: trudno o bardziej wyraziste zarysowanie kontrapunktu, niż zachowanie komentarza idioty, którego rozwój zatrzymał się na komunistycznej szkole podstawowej - i oczywiście jest z tego dumny. Podobnie jak z tego, że nie ogarnia, bo nie musi rzeczywistości, zadowalając się tą przekazaną przez Jana Chryzostoma Paska, a resztę kilkusetnego dorobku ludzkości, w tym wątpliwości co do kierunku jej rozwoju i wynikających z owego kierunku skutków - mając za bezprzydatne łajno.

    Szanowny Pan do dziś repetuje w tej szkole? - bo jeżeli nie, to powinien. Bo ja pamiętam, że już wtedy myślenie ekologiczne było obecne, choć nie tak powszechne jak dziś. Również na lekcjach przyrody w szkole podstawowej.

    Ogólnie zachęcam: więcej czytać, a mniej komentować, zwłaszcza, jak się ma gówno do powiedzenia.
  • @zadziwiony 12:00:55
    fakt - kto przeżyje, ten zobaczy
  • @Andrzej Tokarski 13:16:28
    Pan już swoją wiedzę o tym jak to spalanie węgla, drewna i innych kopalin powoduje spadek masy ziemi - zademonstrował! Po takiej kompromitacji świadczącej o tym, że do szkoły podstawowej miał Pan pod górkę, raczej był na Pana miejscu nie mądrował się!
  • @władek 14:31:46
    mam się "nie mądrować" - bo Pański kolega wspólnie repetujący podstawówkę udowodnił mi, że Ziemia jest obiegiem zamkniętym - nie oddaje ciepła w kosmos i nie odbiera bodźców z kosmosu? a energia ruchu i energia cieplna powstaje gratis? tak?

    obaj jesteście Szanowni Panowie dowodem na przyczynę upadku komuny - państwo, które inwestuje w edukację - w tym naukę pisania i czytania ale bez umiejętności rozumienia - takich samorodnych geniuszy - musi upaść. Nie ma innej opcji. I nie trzeba do tego żadnego spisku, ani żydów, ani masonów. ani neobolszewików. Wystarczą tak fatalne inwestycje, jak w Waszą, Dostojni Interlokutorzy, naukę.

    Pan jak sądzę, należy do tych, którzy lecąc ze szczytu wieżowca na bruk - dzwonią na wysokości 20 piętra do kumpli (w tym do tego wyżej) i wołają: ale zajefajnie i super się leci - i nic złego się nie dzie.....

    dalej sygnał karetki i komentarze gapiów: kolejny idiota, który myślał, że umie latać
  • @władek 14:31:46
    Masa ziemii chyba naprawdę ubywa.Ale tutaj bardziej chodzi chyba o atmosferę.Wg jakiś uczonych z Cambridge (od razu dopiszę, że to niemoja branża, nie jestem więc teraz potwierdzić rzetelności tych naukowców) co roku ubywa ponad 100 000 ton powietrza. Głównie znika hel i wodór, bo są najlżejsze. Jeżeli na ziemię nie spadają akurat meteoryty, to ziemia raczej chudnie, ale są to tak niewielkie wartości, że zyskują na znaczeniu dopiero w perspektywie milionów czy miliardów lat.
  • @Andrzej Tokarski 15:56:51
    Czyli mamy rozumieć, że klimat na Ziemi był w całej jej historii stabilny i dopiero wiek XX i XXI narobił bałaganu w tej uporządkowanej materii?
    Panie Tokarski z wieloma Pana poglądami się zgadzam, ale w niektórych sprawach chyba nieco Pan odleciał. I ma chyba zbyt wiele zaufania do swojego rozumu. Ja już za żadną głoszoną prawdę nawet jednego palca odciąć bym sobie nie dał.
  • @Andrzej Tokarski 13:16:28
    Szanowny Panie Tokarski, podpowiem Panu jak "uciąć" każdą dyskusję, ale wcześniej przytoczę pewną anegdotę:

    Generał Antoni Galgoczy -zarządca okupowanej przez Austro- Węgry Bośni i Hercegowiny- wyliczając się na żądanie ministerstwa wojny z funduszu przekazanego mu na konkretna inwestycję, napisał:”...dziesięć milionów koron otrzymano, dziesięć milionów koron wydano...” Gdy ministerstwo zażądało rachunków szczegółowych, Galgoczy odpisał: „..dziesięć milionów koron otrzymano, dziesięć milionów koron wydano. Kto nie wierzy, ten jest osłem...”Obrażony minister wojny przekazał rozliczenie Galgoczego cesarzowi Franciszkowi Józefowi, w nadziei, że ten ukarze krnąbrnego generała. Cesarz przeczytał „rozliczenie” i napisał na nim: ja wierzę.

    Pod każdym swoim odkrywczym artykułem proszę robić dopisek: a kto nie wierzy jest osłem.
    Zobaczy Pan, że każdy odpisze: ja wierzę!
    W Pana teorię zmniejszaniu się masy ziemi z powodu spalania węgla i drewna: ja wierzę!
  • @zadziwiony 17:15:33
    ...nie, proszę Pana, nie był stabilny, tylko jeżeli Pan ten fakt przyjmie jako wystarczającą przesłankę do wnioskowania na przyszłość - to z całym szacunkiem - daleko Pan nie zajedzie. Różnica polega na tym, że powiedzmy do XVIII wieku wpływ na zmiany klimatyczne zawierał się w zamkniętym cyklu przyczynowo-skutkowym z grubsza opartym na procesach naturalnych.
    Natomiast wraz ze wzrostem i rozwojem przemysłu, ogromnym wzrostem liczby ludności, wynikającym z tych dwu czynników gigantycznym wzrostem konsumpcji - i wynikającym ze wszystkich tych wcześniejszych parametrów gargantuicznym wzrostem zużycia energii we wszelkiej możliwej postaci - skutkującym również trudną do oszacowania emisją różnego rodzaju zanieczyszczeń od gazów o plastiki - że o mojej hipotezie wynikającego ze zbiegu tych wszystkich czynników spadku masy planety - wspomnę już tylko na końcu...

    - człowiek zaczął w niepomiernie większym niż dotąd stopniu, może nawet decydującym, uczestniczyć we wpływaniu na klimat. I to się nieustannie pogłębia i nic nie wskazuje by miała nastąpić jakakolwiek zmiana na lepsze

    - a mało tego, że tak jest, to wielu ludzi, w tym idioci w rodzaju Trumpa, uważają, że to zabawa, bredzenie romantycznych oszołomów. Tymczasem czas mija, emisje i kopanie trwają w najlepsze - możliwe, że jesteśmy już w punkcie 0, a może już poza. A durnie mający wpływ na życie wszystkich - śmieją się, bawią, ucztują.

    Co do mnie, nie twierdzę, że jest na pewno tak jak wcześniej pisałem - ALE PODDAJĘ TO POD ROZWAGĘ - żeby jeden z drugim matoł naukawiec się zastanowił, policzył - i potwierdził lub wykluczył moją tezę.

    Mogę sobie - być może - trochę odlecieć, ale szkoda by mi było czasu na powtarzanie w zgodnym chórze blogerów tych samych bzdetów: że Putin najlepszy, a PIS najgorszy i Rossija kochana nad życie. Albo powielanie po stokroć wiadomości z innych portali.

    Jak mam coś przekazać, to wolę by było to coś wartościowego, inspirującego, zachęcającego do myślenia, również do sporu, ale na jakimś poziomie.

    Wyjaśniłem jak umiałem, a Pan, człowiek inteligentny, dociekliwy - na pewno z uwagą ten wywód przeanalizuje. I nie musi się pan zgadzać - tylko zachęcam do myślenia -choć to nieprawda, że myślenie nie boli. Boli - ale chyba bardziej boli bezmyślna ludzka głupota.
  • @władek 18:50:19
    Zabawna anegdotka. Winszuje taktu.
    Pozdrawiam swiatecznie.
  • @władek 18:50:19
    dalej Szanowny Pan nie rozumie - ma Pan Myślec - nie wierzyć. Wiarę proszę zostawić tym, których myślenie męczy, a jeszcze bardziej - nudzi

    a wiara w immanentną moc wiedzy ze szkoły podstawowej - duża rzecz...
  • @Andrzej Tokarski 20:48:48
    Skorzystałem z Pana sugestii aby pomyśleć, pomyślałem i oto do jakich wniosków doszedłem:
    https://politykapolska.eu/2019/10/03/500-naukowcow-pisze-do-onz-klimatyczny-alarm-to-bzdura/
    I cóż Pan na to? Tych 500 naukowców swoją wiedzę też wyniosło tylko ze szkoły podstawowej?
  • Autor
    Opowiastka wigilijna jest ładna i ciekawa. Szkoda, że te białe kosmate już nie spadają w wigilijne wieczory. Ma Pan co wspominać. zwłaszcza przygodę z Docentem pośród zasp śniegu.
    Obecne święta w szarugach, do których nie pasuje choinka odzwierciedlają ducha tego świata. który jest raczej paskudny.
    Co się też przekłada na zaciekłe komentarze pod opowiastką. Człowiek ma to, na co zasługuje.
  • @władek 11:46:00
    ...a nie zauważył Pan, że w świecie naukowców - których ja nazywam naukawcami, istotami raczej urabianymi niż ukształtowanymi - można znaleźć dowolną pięćsetkę gotową udowodnić dowolną zadaną do udowodnienia - tezę?
  • @wercia 13:18:21
    te małe białe kosmate rzeczy były fajne - ale jak się nie szanuje tego, co się ma - to się potem nie ma. Ma się tylko zaciekłe komentarze usilnie zasłaniające i zagłuszające to, co widać gołym okiem. O ile się widzi, a nie tylko - gapi
  • @Andrzej Tokarski 16:04:24
    Ja nie jestem zaciekły, a wierzę już tylko w siłę pieniądza za wszelkimi teoriami stojącymi.
    Ale i tak Sherp jest nie do pobicia, prawda?
  • @zadziwiony 11:54:33
    szczerze mówiąc nie kojarzę tego auta - sam mam discovery ze stałym napędem i blokadą mostu postawionego na MTkach - i mi wystarcza. Miałem Tropera, Grand Cherokeza, Montereya - ogarniam w tej klasie Defendera i Gelendę. Toyoty nie lubię, więc omijam, choć Landcruiser jest legendą

    Co do rosyjskiej myśli technicznej, mam dużą wątpliwość by to była ta sama liga, ale może się mylę

    a - i jeszcze mam hondę shuttle na cztery łapy - jest niemożliwie dzielna, choć na to nie wygląda. Był o tym aucie tekst na Neonie: Joy Machine
    trochę jak Andy Ruiz w pierwszej walce z Joshuą - gruby też nie wyglądał... przed - za to Joshua nie wyglądał - po

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
282930