Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
397 postów 3009 komentarzy

att

Andrzej Tokarski - się zobaczy

Fender Srakokaster i - nastoletnie dziewice

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

z nowym rokiem - nowym krokiem

 

notka noworoczna

 

Jeżeli coś bezdyskusyjnie pozytywnego wynikło z najazdu białych łapserdaków, szubrawców i krzywoprzysiężców na Amerykę Północną, to muzyka. Jazz, blues, wcześniej gospel, odmiany pośrednie, poboczne, jak rock i w efekcie ekspansji trzyfunkcyjnej dwunastotaktowej frazy – większość muzyki rozrywkowej.

 

Geneza tego gatunku muzyki przypisywana jest Czarnym niewolnikom i ich potomkom – jednak nie do końca jest to prawda. W rzeczywistości sprowadzano więcej Czarnych mężczyzn, niż kobiet, z kolei na kontynencie z powodu nieustającej eksterminacji Indian przez szlachetnych miłujących pokój i Jezusa białych chrześcijan – występowała przewaga czerwonoskórych kobiet. I te nacje – krew nie woda – miały się ku sobie, krzyżowały, miały potomstwo.

 

Tytułowy Fender Srakokaster – to oczywiście Fender Stratocaster – ideał i symbol gitary elektrycznej (w niczym nie ujmując Gibsonowi) – posiadany i maltretowany przez niezliczone rzesze gitarzystów na całym świecie. Ale tak naprawdę kojarzony nieomylnie z jednym tylko gitarzystą – pół Afrykańczykiem pół Indianinem, muzycznym analfabetą, który zrewolucjonizował grę na tym instrumencie i do dziś jest jej, tej gry – niedościgłym wirtuozem. Nazywał się ten człowiek James Marshall Hendrix, potocznie nazywany Jimim Hendrixem.

Wysoki, przystojny o ruchach drapieżnego kota (komandos) i charakterystycznej przyciągającej uwagę aparycji i fantastycznych strojach – przyciągał uszy i oczy, w tym niewieście i widokiem i brzmieniem swojego połączonego i ubarwionego ówczesnymi nowinkami technicznymi Stratocastera. Brzmieniem aż kipiącym od charakterystycznej dla gospel i bluesa zmysłowości. Zaś Fender, normalnie, w rękach gitarzysty praworęcznego zwieńczony u szczytu gryfu główką będącą wariacją na motywie klucza wiolinowego – odwrócony w rękach leworęcznego Hendrixa do góry nogami – jako żywo przekształcił się w dumnie celujący w niebo wibrujący i twardy jednocześnie – symbol falliczny. Zatem dziewczyny, głównie niewinne dziewice z dobrych domów – oszalały na samą myśl o muzyce Jimiego, a zwłaszcza o jego gitarze.

 

To szaleństwo było tym powszechniejsze, że co bardziej dociekliwe z dziewic z dobrych domów, postanowiły rzecz całą zbadać, jak to się mówi u źródeł, organoleptycznie i - wielodrożnie. I w wyniku tych (pogłębionych) badań skonkludowały, że Fender Fenderem – ale Jimi nosi przy sobie – w spodniach - drugi równie jak gryf Fendera pokaźny i podobnych walorów instrument - i specjalnie nie wzbrania się udostępniać go dziewicom z dobrych domów – do dalszych badań.

 

Skutek tego był taki, że podczas gdy młodzi gitarzyści słuchali muzyki i usiłowali naśladować mistrza gitary, dziewice z dobrych domów zgodnie olały muzykę, za to urządzały istne zawody i polowania na Jimiego i drugi z jego sprzętów. Z opowieści zarejestrowanych znamy historie o dzwonkach o poranku do drzwi Jimiego – a gdy zaspany otwierał, za nimi stała jedna, lub dwie dziewice, mówiły Hay, a’m Stella, Suzie, czy jak tam…. I pakowały się bez dalszych wyjaśnień – do łóżka. Mało tego, że poruszały się grupami, to z czasem uznały, że ćwiczenia to za mało, potrzebne jest trwalsze udokumentowanie ich dorobku naukowego i – w tym celu – zaczęły wykonywać odlewy swojej ulubionej lalki-zabawki. W stanie gotowości, oczywiście.

 

Tak to wyglądało, tabuny dziewcząt szalały za Hendrixem, zaś Jimi z czasem coraz mniej szalał na punkcie ich fascynacji.

 

Z tego, co wiemy dzisiaj, można powiedzieć, że miał szczęście umierając w 70tym – bo gdyby dożył dnia dzisiejszego, nie wychodziłby z sądu, a może i więzienia, nieustannie oskarżany o brutalne gwałty przez te wszystkie hordy niegdysiejszych dziewic z dobrych domów, a dziś stare prukwy, o których kobiecości dawno zapomniano.

 

To tak tytułem dygresji do niedawnych historii o męskich gwałtach, skrzywdzonych dziewicach i burzliwych latach dzieci kwiatów. A także przyczynek do historii muzyki uważanej za muzykę Czarnych – a dziś kształtującej muzyczne brzmienia na całym świecie.

 

A dziewice? We Wrocławiu, z którego pochodzę jest taki sławny most wiszący – most Grunwaldzki. I on jest nitowany. O takich dziewicach (zwanych niekiedy srakami – stąd tytuł) we Wrocławiu mówiło się, że miały tyle (tego w tym- nie będziemy obrażać niewinnych uszu niewieścich), co most Grunwaldzki – nitów.

 

Dziękuję za uwagę

KOMENTARZE

  • Hendrix byl wielki ale byl tez gitarzysta wiekszy: Stevie Ray Vaughan
    z Texasu. U szczytu swej slawy zabil sie lecac helikopterem z koncertu na koncert, 60 km od mego domu. Jego muzyke uslyszalem w radiu kilka lat po jego smierci. Byl slawny po calym swiecie a w USA go w radiu, TV, nie puszczali. Jedyny co gral Hendrixa lepiej niz Hendrix. Oto jak gra Hendrixa w Tokyo, 1985:
    https://www.youtube.com/watch?v=mIR3iBwB66Q
  • @staszek kieliszek 23:37:34
    obaj byli znakomici - ale to Stevie grał Hendrixa,a nie odwrotnie - i tylko dlatego o Steviem mówimy... - ale - gratuluję znajomości tematu - to rzadkość w tych czasach
  • @Andrzej Tokarski 20:05:04
    Jak nie miec znajomosci w temacie gdy sie w tym uczestniczylo. Moj pierwszy kontakt z Markiem Grechuta, Jackowskim, Janem Kantym Pawluskiewiczem. Rok 1968, akademik Politechniki Krakowskiej, Bydgoska 19 blok D, moja cela 2 osobowa a bylo 5 osob. Kanty gral na akoerdeonie studenta z Afganistanu a Marek spiewal. Zrobilismy mu okladke do plyty 'Korowod" z kolega z celi ,Tadeuszem Kalinowskim, grafikiem przednim. Pozniej zatrudnilem sie w Bielsku w SFR i do jakiegos filmu animowanego sciagnalem Pawluskiewicza by nagral muzyke. Od tego jego kariera muzyka filmowego sie zaczela. A pozniej to zwialem do USA za komuny, projektowalem maszyny co auta spawaja, samoloty tkaja z wlokna wegloweo, pieluchy jednorazowe, jakies silniki. Mam 71 lat i wszystko inne w zadzie.
  • @staszek kieliszek 23:37:34
    Smooth!
    “And this my friends from Tokyo is how baby’s are made in Texas”

    Na sam widok Hendrixa cierpnie mi skóra, ale tego faceta mogłabym słuchać godzinami.

    Nie puszczali go w radio i tv, bo nie pasował do wylansowanego stylu wiecznie zaćpanego, rozseksualizowanegi i niedomytego „flower child”. Przecież chodziło o to, aby łamać wszelkie konwencje i rozluźnić obyczaje, a nie żeby idolem był ktoś, kto wygląda, jakby właśnie przed chwilą brał udział w niedzielnym nabożeństwie.
  • @staszek kieliszek 07:41:53
    ...no to szacunek, Panie Staszku, jak mawiają małolaty - ale jednak od Hendrixa do Grechuty, trochę dalej niż rzucik berecikiem.

    Ale skoro podał Pan poręczny przykład - to jest taka sama różnica jak między Markiem Grechutą a naśladowcami Marka Grechuty.
    Są tacy, którzy tworzą muzykę - i są naśladowcy, którzy niczego w istocie nie tworzą, ale cyzelują światło odbite. A przez to, że skupiają się na szlifowaniu - wyszlifują dokładniej niż ten, co dopiero brał się za łupanie skały, by odrzucić tylko to, co niepotrzebne, by odszukać kształt w skale i zostawić dzieło oryginalne.

    W świecie muzyków taką różnicę opisuje się np tak: jest wybitny muzyk - to taki, który tworzy wybitną nowatorską muzykę, nawet na grzebieniu - i - jest wybitny instrumentalista, np gitarzysta, tzn posiadający wybitną biegłość w grze na gitarze - ale z tego nie wynika, że jest wybitnym muzykiem, podobnie jak z tego że skończył konserwatorium.

    Wybitni muzycy grają często proste frazy, ale takie, że słuchacz wpada w fotel - starczy posłuchać jak taki Santana rzuca od niechcenia, oszczędnie dźwięki w Sambie Pa Ti. A inny wymiata i wymiata i wymiata, i tylko kurz z podłogi się podnosi

    Taki np niegdyś sławny John McLaughlin zwany Mahawishnu gra ostatnio milion dźwięków na minutę, ale ani jeden z nich nie jest ważny...

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31