Gorące tematy: COVID-NEWS Antypartia Ruch Oporu 2020 Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
415 postów 3151 komentarzy

att

Andrzej Tokarski - się zobaczy

Jak się robi pożar, czyli - Australia dla każdego

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

od teorii spiskowej do praktyki


 

      To było w roku bodaj 2013. Był początek kwietnia, śnieg już stopniał, słońce od kilku dni przygrzewało dość mocno – ale trawy jeszcze nie ruszyły, były brązowe, zeschnięte, zeszłoroczne, nie świeże zielone.

Czyli - dobry dzień na zrobienie porządków w ogrodzie. Pod tymi suchymi trawami zostało sporo drobnych zeszłorocznych gałęzi, więc – korzystając z przyjaznej aury – postanowiłem je spalić. Zgarnąłem je w miarę możliwości w jedno miejsce i zaczynając od małego ogniska, do którego zamierzałem dokładać kolejne drewna w miarę spalania poprzednich - zapaliłem ognisko. Miałem przy sobie kilka narzędzi do ewentualnego okiełznania ognia – grabie, widły, druciak do grabienia liści. Nie podłączyłem jeszcze wody w ogrodzie, po zimie.

Nie piłem przy tym żadnego piwa, wtedy jeszcze poruszałem się normalnie, ba biegałem codziennie kilkukilometrowe dystanse.

Ognisko paliło się niespiesznie i bezpiecznie – choć wśród zeschłych traw – ja nie odchodziłem dalej niż na kilka kroków – co mogło się wydarzyć…

 

W którymś momencie dmuchnął wiatr, niezbyt mocno, ale były to następujące po sobie podmuchy, słabsze, silniejsze, wirujące. Ogień, który do tej pory palił się spokojnie, nagle zachował się tak, jak zachowuje się 100 piłeczek pingpongowych wyrzuconych z worka w sali gimnastycznej – na parkiet.

 

Ogień z pomocą wiatru ruszył jednocześnie w wielu kierunkach, błyskawicznie zapalając kolejne kępy trawy, spowijając wszystko w gryzący gęsty dym. Zanim ruszyłem do gaszenia, już się działo. Paliło się we wszystkich kierunkach, dym gryzł w oczy i utrudniał oddychanie, więc i gaszenie. Płomienie uciekały, również w kierunku nieodległego lasu sosnowego – a ja uwijałem się we wszystkich kierunkach jednocześnie, by wyłapać i stłumić te języki ognia. Wiedziałem, że nie mogę przestać, bo wtedy już nie opanuję sytuacji – gasiłem kolejne miejsca grabiami, butami i biegłem do następnych. Gdzieś w tyle głowy przypominałem sobie e znane z mediów historie o ludziach wypalających trawy i potem ginących w płomieniach – ale przestać nie mogłem, więc odrzucałem te myśli i łapałem uciekające płomienie. W końcu udało się, starannie zgasiłem ognisko – i pojechałem kupić piwo. I papierosy, choć nie palę.

 

Odtąd wiem, że w takich razach zawsze obok powinna leżeć końcówka czynnego węża z wodą i stać pełne wiadro. Bo sytuacja całkowicie, jak się wydawało, niegroźna – w kilka sekund, w sprzyjających ogniowi okolicznościach może całkowicie wymknąć się spod kontroli. I nic się nie da zrobić, można tylko dzwonić po straż i patrzeć jak się pali.

 

Piję do Australii – nie mogę całkiem wykluczyć, że te pożary to międzynarodowy globalny spisek z użyciem laserów, napalmu, łatwopalnej chemii i Bóg Aborygenów wie, czego jeszcze. Tyle, że tam upały są problemem od lat. Co rok w styczniu chodzę do góry nogami, tzn śledzę Australian Open - i co rok tenisiści walczą tam z potwornym upałem, bywa, że oddają mecze, lub tracą przytomność na kortach.

W trosce o nie zadymianie atmosfery zrezygnowano tam z systematycznego corocznego wypalania różnych suchych pozostałości: traw, gałęzi, uschniętych krzewów – więc cała ta masa łatwopalnych substancji organicznych leżała, schła na słońcu i – czekała na iskrę. Może niedopałek, może iskra spod kół pociągu, niedogaszone ognisko, porzucona butelka (soczewka) - lub iskry z komina. W takich warunkach trzeba bardzo niewiele, by ta sucha masa zaczęła się tlić, a jak już się zacznie – to trzeba tylko niewielkiego, niezauważalnego wiaterku – i płonie wszystko po horyzont.

 

Nie twierdzę, że teorie spiskowe nie znajdują potwierdzenia w rzeczywistości – tyle, że z tego nie wynika, że wszystkie teorie spiskowe są - prawdziwe.

 

Dziękuję za uwagę

KOMENTARZE

  • Oczy szeroko zamknięte
    Tu nie trzeba żadnych teorii spiskowych, wystarczy przyjrzeć się faktom. A fakty są takie, że nic, co jest związane z tymi pożarami, nie jest zwyczajne, ani normalne - od wysokości płomieni, do szybkości przemieszczania się ognia, ilości pożarów wybuchających znikąd jednocześnie, tajemniczego przeskakiwania ognia z odległych obiektów z pominięciem drzew i krzewów, bez sensu spalonych samochodów, etc., etc., do zgliszcz, które po spaleniu domu normalnie są czarnymi osmalonymi kikutami struktur, a nie białym osadem na doszczętnie spalonej ziemi. To samo dotyczy pożarów Kalifornii, spalonego przed laty miasteczka w Kanadzie, pożarów w Szwecji, Grecji, Hiszpanii, a to nie koniec listy. Wystarczy posłuchać strażaków, którzy przeszli piekło usiłując walczyć z tymi pożarami.
    No ale żeby przyjąć takie, nie przeczę, potworne wiadomości, trzeba wierzyć własnym oczom, a nie rządom, i ich bankierom, którzy się wzbogacają na każdej katastrofie, a najchętniej wojnie.
    Trzeba wyjść z bezpiecznego kokonu wierzeń, że rząd chce naszego dobra i nikomu nie mogłoby zależeć na zniszczeniu środowiska, bo prawda jest akurat odwrotna. Co sam fakt opryskiwania trującymi chemikaliami co najmniej ćwierci globu, od co najmniej dwóch dekad, powinien każdemu myślącemu człowiekowi uświadomić.
    No ale cóż, faktycznie, z zasady, budzi się zawsze ok.10% ludzi. Reszta śpi snem słodkim i nieprzespanym.
    Pozdrawiam,
  • @Lotna 13:59:05
    Do niedawna ekoterroryści obwiniali tzw. zmiany klimatu za intensywne ostanio pożary lasów w kandyjskiej prowincji Kolumbia Brytyjska. Aż tu nagle do mediów (o dziwo tych oficjalnych) przedostała się informacja, która obala sprawstwo, przynajmniej główne, klimatu. Otóż okazało się, że pod wpływem lobbingu aktywistów przemysłu drzewnego rząd BC wydał ustawę na mocy której od lat lasy opryskuje się herbicydem glyphosatem (główny komponent Roudnupu). Powoduje to, że pozostają tylko cenne drzewa iglaste, a reszta ginie włącznie z korzeniami. Ściółka też jest szczątkowa i szybko schnie. Nie ma co zatrzymywać w glebie wilgoci i również zwierzęta, owady i inne organizmy żywe wynoszą się z tych terenów. A jak wiadomo drzewa iglaste, z uwagi na dużą zawartość żywicy, palą się znakomicie.

    https://www.cbc.ca/news/canada/british-columbia/it-blows-my-mind-how-b-c-destroys-a-key-natural-wildfire-defence-every-year-1.4907358

    Sprawa pożarów w 2016 rolu w miejscowości Fort McMurray (Alberta) i terenów przyległych, może mieć nieco inne tło, aczkolwiek zapewne liczono na winowajcę zastępczego, czyli też "zmiany klimatu". O co zatem chodzi? Otóż w owym czasie, po zakończeniu bumu wydobywczego ropy bitumicznej z przyległych do Fortu McMurray złóż (spadek cen poniżej kosztów wydobycia), okazało się że prosperita nie powróci. Mimo pomocowych programów rządowych obliczonych na przetrwanie, duże firmy wydobywcze zaczęły zwijać biznesy i wynosić się na dobre z Alberty. Byli pracownicy z rodzinami będący głównie na zasiłkach, nie byli w stanie podołać płacenia kredytów od swych drogich domów pobudowanych w celu zaspokojenia głodu mieszkaniowego związanego z wcześniejszą gorączką wydobywczą. Sprzedaż przeciętnego domu kupionego za 1,5 mln dolarów za godziwą cenę graniczyła z cudem. Nie ma pracy, nie ma też chętnych na mieszkanie na pustkowiu. Chyba nie niejednemu zdesperowanemu właścicielowi przyszedł wtedy do głowy pomysł puszczenia chałupy z dymem i wzięcia odszkodowania w kwocie ubezpieczenia. Spłonęło wtedy około 2400 domów i innych budynków. Też pożary wybuchły jednocześnie w kilku miejscach. Nie mówię że tak było na pewno, ale czy ktoś zbadał ten trop?

    O samym pożarze:
    https://en.wikipedia.org/wiki/2016_Fort_McMurray_wildfire
  • @Nibiru 16:36:34
    „Chyba nie niejednemu zdesperowanemu właścicielowi przyszedł wtedy do głowy pomysł puszczenia chałupy z dymem i wzięcia odszkodowania w kwocie ubezpieczenia.”

    Wątpię. To nie są rekiny z Wall Street, to są w większości prości, uczciwi, pracowici ludzie. Tam były ich domy, ich miejsce na ziemi, dla wielu od wielu dekad. A że na bezludziu? Nie wszyscy chcą mieszkać w zatłoczonych, brudnych i hałaśliwych miastach.

    Nie rozumiem, po co te spekulacje, że właściciele podpalili, że to, że tamto. Zdjęć w internecie jest dość, mnóstwo artykułów i materiałów filmowych. Wystarczy siąść i porównać zniszczenia z Fort Murray, Paradise i innych miejsc w Kalifornii i wielu miejsc w Australii. Te same zniszczenia samochodów jak wokół WTC w Nowym Yorku. Zapoznać się ze wszelkimi anomaliami dotyczącymi tych pożarów. Trzeba tylko chcieć otworzyć oczy.

    Z pewnością nie ma sensu przekonywać ludzi, którzy się zasiedzieli gdzieś na początku zeszłego stulecia i uważają, źe lasery to Star Wars, a chemtrails to tylko para wodna; którym np. zupełnie nie przeszkadza, że pierzaste chmury pięknej pogody, będące kryształkami lodu i tworzące się niezwykle rzadko na wysokości 10- 12 km w dzisiejszej dobie nagle zeszły na wysokość chmur kłębiastych i są niemal codziennością.
    No ale nic się nie dzieje, wszystko jest w najlepszym porządku, rząd czuwa nad nami, trzeba wierzyć oficjalnej propagandzie i tępić tych od teorii spiskowych. :))

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
282930